15 marca 2014

Pikantnie nie zawsze oznacza źle ;)

Ostre przyprawy są nam znane już od wieków. Używają ich wiele osób  – w tym również i ja ;) Mieszanki tych przypraw używane są również na całym świecie – w Meksyku, Tajlandii, Indiach czy Chinach.
Dlaczego? W dużej mierze dlatego, że mają dobroczynny wpływ na nasz organizm. Jednak dla niektórych spożywanie bardzo pikantnych przypraw może być szkodliwe. Zacznijmy od pozytywnego wpływu przypraw na nasz organizm.

Niektórzy rezygnują z mocno doprawionych posiłków właśnie ze względu na ostry smak. Palący język, trudności ze złapaniem tchu. Warto jednak od czasu do czasu się poświęcić i zaprzyjaźnić się z papryczkami chili, gdyż dzięki nim ominą nas problemy z żołądkiem. Niektórzy z Was pomyślą pewnie, że ostro doprawione przyprawami dania powinny właśnie przysporzyć Nam problemów z układem pokarmowym w postaci zgagi bądź pieczenia w jamie ustnej. Otóż nie! Ostre przyprawy zabijają bowiem bakterie znajdujące się w pożywieniu, które trafia do naszego żołądka.

Najzdrowszą i niestety najmniej popularną przyprawą w naszej kuchni jest czosnek. Ze względu na swój brzydki zapach i woń, która później zostaje na dłoniach jest bardzo rzadko używany. A szkoda, bo jako przyprawa jest niedoceniony. Przede wszystkim zawiera on naturalny antybiotyk (więcej o naturalnych
antybiotykach można znaleźć na moim blogu pod tym linkiem : Naturalne sposoby na poprawę odporności), różnego rodzaju witaminy (witaminy z grupy B oraz witaminę C) oraz minerały (magnez, potas, żelazo i fosfor). Czosnek rozrzedza również krew i redukuje ciśnienie krwi przez co może być stosowany przez osoby mające problemy z krążeniem. Obniża też poziom cholesterolu i „rozpuszcza” białka, które przyczyniają się do powstawania miażdżycy.

Kolejną przyprawą pozytywnie wpływającą na nasz organizm jest papryczka chili. Jest to prawdziwa „bomba” zdrowotna, gdyż jest znakomitym źródłem witaminy C. Większość uważa, że największą ilość witaminy C ma natka pietruszki. Otóż NIE! To właśnie papryczka chili posiada największą ilość witaminy C w swoim składzie! Ponadto związki chemiczne znajdujące się w papryczkach chronią m.in. przed chorobami serca, nadciśnieniem czy cukrzycą. Ostry smak chili powoduje kapsaicyna, która m.in. odpowiedzialna jest za wydzielanie tzw. „hormonów szczęścia” – mają one za zadanie poprawić Nasz nastrój i samopoczucie.
Spożycie kapsaicyny w niewielkich ilościach działa pozytywnie na nasz organizm, a mianowicie wzmaga wydzielanie śliny i pobudza żołądek do produkcji kwasów trawiennych. Spożywanie potraw doprawionych papryczką chili (bądź pieprzem Cayenne, który ma podobny skład do chili) przyspiesza procesy trawienne i może przyczyniać się do spalania dużej ilości kalorii. Właśnie dzięki tym właściwością mocno doprawione potrawy właśnie papryczką chili polecane jest w dietach odchudzających.

Niestety jednak nie zawsze korzystanie z właściwości kapsaicyny może być skuteczne. Chodzi tu głównie o coraz bardziej dostępne maści przeciwbólowe i rozgrzewające, które zawierają ten związek. W takiej postaci może ona zwiększać ryzyko raka skóry.

Pikantnych przypraw również nie każdy może używać. Ze względu na swoje składy chemiczne ostre przyprawy mogą nasilać objawy trądziku młodzieńczego. O mocno doprawionych posiłkach muszą
zapomnieć również osoby cierpiące na choroby związane z układem pokarmowym np. na wrzody żołądka. Zbyt częste używanie ostrych przypraw mogą nasilić różne dolegliwości, powodując zgagę, wzdęcia, bóle nadbrzusza. Przy spożywaniu ostrych posiłków muszą uważać również osoby chorujące na zespół jelita drażliwego, gdyż ostre składniki w przyprawach działają na receptory powodując ból.

Korzystajmy więc z tego co nam daje natura i dostarczajmy organizmowi witamin i składników mineralnych „naturalnymi” drogami.
Aby ułatwić Wam przestawienie się na bardziej pikantne potrawy podam Wam przepis na pikantne żarełko ;)

Pikantne krewetki z makaronem pełnoziarnistym żytnim (porcja dla 4 osób)

Składniki:
450g krewetek bez skorupek
200 g makaronu pełnoziarnistego żytniego
2 łyżki oleju rzepakowego
1 cebula
1 łyżeczka nasion kminu rzymskiego
2 ząbki czosnku
1 łyżka drobno siekanej bazylii
400g pomidorów z puszki
Przyprawy

Sposób wykonania:
Cebulę oraz czosnek drobno pokroić w kostkę ( czosnek można wycisnąć) i przełożyć na rozgrzany wcześniej olej na patelni. Dodać nasiona kminu rzymskiego i smażyć razem przez kilka minut. Do cebuli i czosnku dodać pomidory z puszki, składniki doprowadzić do wrzenia, następnie zmniejszyć ogień i gotować sos przez ok. 10 minut.
Do osobnego garna wlać wodę oraz lekko posolić. Gdy woda zacznie się gotować wrzucić makaron i gotować go al dente (ok. 4-8 min) - odcedzić i pozostawić do ostygnięcia.
Do lekko gotującego się sosu wrzucić posiekaną bazylię oraz krewetki, całość doprawić do smaku. Następnie zwiększyć ogień i wszystko razem gotować przez ok. 5 minut, aż krewetki nie będą już surowe. Wyłożyć na półmisek i podawać!
Smacznego!

14 marca 2014

Szybko, zdrowo i pożywnie - przepis na pyszną kolację :)

Tym razem przepis na pyszną, zdrową i pożywną kolację - pasta z tuńczyka z twarogiem i warzywami :)
Podana gramatura starczy na kilka posiłków bądź na kolację w kilka osób ;)

Składniki:

150 g twarogu chudego
130 g tuńczyka z wody
pół cebuli
pół papryki
przyprawy

Sposób wykonania:
Twaróg rozdrobnić - najlepszym sposobem będzie rozdrobnienie łyżką bądź po prostu rozdrobnienie mikserem. Tuńczyka odsączyć, połączyć z twarogiem. Cebulę oraz paprykę drobno posiekać, połączyć wszystkie składniki. Doprawić do smaku.
Smacznego!

Przykładowy posiłek może wynosić 100 g pieczywa żytniego oraz 120 g pasty. Do tego mile widziane są również świeże warzywa i np niesłodzona herbata.

Porcja takiej pasty wraz z pieczywem to mniej więcej 323 kcal, w tym 31 g białka, 47 g węglowodanów i 2,5 g tłuszczu. Jak widać posiłek jest zdrowy, a przy tym dostarcza nam dużą ilość białka przez co idealnie może być wykorzystywany jako posiłek po treningu ;)


12 marca 2014

"Zasiali górale owies, owies.." :)

Dzisiaj chcę przedstawić Wam przepis na pyszne, pożywne i co najważniejsze zdrowe śniadanie idealne na wiosenne rozruszanie się po zimie ;) A mianowicie – płatki owsiane na mleku z cynamonem i świeżymi owocami.
Ale najpierw zacznijmy od tego jaki wpływ na nasz organizm ma wymienione wcześniej śniadanie :-)

Płatki owsiane jak sama nazwa mówi produkowane są z owsa, który bardzo dobrze pokrywa
zapotrzebowanie na składniki odżywcze naszego organizmu. Kobiety cenią go za właściwości wyszczuplające i odmładzające, mężczyźni za to, że są znakomitym źródłem siły do ćwiczeń, a lekarze wykorzystując płatki owsiane pod względem leczniczym i ochronnym.

Przede wszystkim płatki owsiane są bogatym źródłem białka oraz różnego rodzaju minerałów i witamin. Ziarno owsa – jako jedyne z wszystkich rodzajów zbóż – jest najbogatsze w białko, ale również w najlepsze zestawy aminokwasów. Dlatego najlepszym sposobem na spożywanie owsianki jest spożywanie ich z produktami mlecznymi. Dostarczymy wtedy nie tylko wapnia, które będzie znajdować się np. w mleku, ale również wszystkich potrzebnych aminokwasów dla naszego organizmu. Porcja płatków owsianych zjedzonych np. z jogurtem naturalnym bądź ugotowanych na mleku dostarczy naszemu organizmowi szereg witamin oraz składników mineralnych – m.in.:
1. witaminy B6, która poprawia pamięć oraz koncentrację
2. witaminę B1 oraz kwas proteinowy, które przeciwdziałają zmęczeniu oraz rozdrażnieniu nie tylko podczas wysiłku fizycznego, ale również umysłowego
3. żelazo oraz magnez, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu

Płatki owsiane – jak każdy produkt roślinny – zawiera dużą ilość błonnika, który działa pozytywnie na nasz beta-glukanu. Jest to węglowodan złożony, który za zadanie ma tworzyć w przewodzie pokarmowym lepkiej substancji odpornej na działanie enzymów trawiennych. Beta-glukan jest też pożywką dla „dobrych” baterii znajdujących się w naszym organizmie - częściowo je rozkładają tworząc kwasy organiczne mające istoty wpływ na prawidłowe funkcjonowanie jelita grubego i układu odpornościowego.
organizm działając jak „miotełka”, która wymiata z naszego organizmu szkodliwe produkty przemiany materii. Ponadto w płatkach owsianych znajduje się najwięcej błonnika rozpuszczalnego – tzw.

Niektórych może zmartwić fakt, że płatki owsiane – w porównaniu do innych zbóż – zawierają najwięcej tłuszczu, bo aż 7%.  Jak przypatrzymy się bliżej zobaczymy jednak, że nie ma się czym martwić! Bowiem tłuszcz zawarty w płatkach owsianych jest ze względu na swój skład chemiczny bardzo cenny! Przede
wszystkim zawierają NNKT (czyli Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe), których organizm sam nie potrafi sobie wytworzyć. Ponadto dbają o prawidłowe nawilżenie skóry oraz łagodzą podrażnienia związane z alergią.

Owsianka jest posiłkiem idealnym dla każdego ze względu na swoją wartość odżywczą oraz małą zawartość kalorii. Ponadto idealnie likwiduje uczucie głodu długo utrzymując uczucie sytości, co jest zasługą błonnika zawartego w płatkach owsianych.
 Dlatego też warto zjadać produkty owsiane na śniadanie, ponieważ nie tylko dostarczymy potrzebnych dla naszego organizmu składników, ale również poprawimy funkcjonowanie naszego przewodu pokarmowego.

A teraz obiecany przepis na płatki owsiane z owocami :)

Składniki :
300 ml mleka 0,5%
30 g płatków owsianych błyskawicznych
1 łyżeczka cynamonu
60 g świeżych truskawek
60 g kiwi

Wykonanie : 
Mleko doprowadzić do wrzenia, wsypać płatki owsiane cały czas mieszając, gotować kilka minut. Owsianka łatwo przywiera do dna, więc należy ciągle ją mieszać.
Gdy płatki będą już gotowe całość wylać do miseczki, udekorować cynamonem. Podawać z owocami pokrojonymi na ćwiartki. Smacznego!

10 marca 2014

Tych produktów koniecznie unikaj – czyli co możemy znaleźć w popularnych środkach spożywczych?

Ostatnio będąc na zakupach przypatrzyłam się etykietą produktów spożywczych, które są najczęściej kupowane. Wierzcie mi bądź nie – przeraziłam się.. przeraziłam się różnymi niezrozumiałymi substancjami,
które wymienione są w składzie produktu. Od dawna wiadomo, że chemia jest obecna w każdym środku spożywczym, ale nie myślałam, że aż na taką skalę.

Jako pierwsze prześwietlone przeze mnie zostały parówki drobiowe. Ja sama nie jestem ich zwolennikiem, ale jeżeli ktoś już naprawdę jest uparty i bardzo chce zjeść parówki na śniadanie czy kolację przede wszystkim powinien sprawdzić ile tak naprawdę jest mięsa w mięsie. Na większości opakowań napisane jest, że mięso drobiowe to zaledwie 40-50% całości parówek!! Co więc z resztą?! Czytając skład parówek można w nich znaleźć m.in. :

1. MOM (mięso oddzielane mechanicznie), albo MDOM (mięso drobiowe oddzielane mechanicznie) – to nic innego jak zmielone wraz z mięsem skóry, kości oraz tłuszcz, które mięsem jak najbardziej NIE SĄ!
2. E 250 (azotyn sodu) – stosowany jest jako dodatek konserwujący do żywności, może mieć działanie rakotwórcze
3. E 621 (glutaminian sodu) – jest bardzo często stosowany przy produkcji żywności jako środek wzmacniający smak oraz zapach. Nie jest klasyfikowany jako szkodliwy, ale może powodować reakcje alergiczne.
4. E 407 (karagen) - jest wykorzystywany w przemyśle spożywczym w charakterze substancji zagęszczającej, a także stabilizującej zawiesiny i emulsje. Zmniejsza wchłanianie składników mineralnych oraz działa przeczyszczająco.
5. E 1404 (skrobia utleniona) – używana jest jako: zagęstnik, stabilizator, emulgator. Posiada właściwości szkodliwe dla organizmu człowieka.

Jak widać wiele składników, które zawiera parówka nie są zdrowe dla naszego organizmu. Najlepszym wyjściem zatem jest, albo całkowite wyeliminowanie parówek z naszego jadłospisu, albo jeżeli już nie możemy się im oprzeć to wybieranie takich, które mają jak najmniej szkodliwych substancji.

Kolejnym produktem, którego skład chciałam przepatrzeć była używana przez Nas przyprawa w proszku czyli popularna wegeta. Większość za pewne pomyśli sobie teraz „Co jest nie zdrowego w wegecie? Przecież to same warzywa”. I wcale takie pytanie by mnie nie zaskoczyło, gdyż sama tak myślałam. Otóż
wegeta to przede wszystkim sól oraz glutaminian sodu. Jak więc ustrzec się przed wszędobylskim glutaminianem? Tak jak to robili nasi przodkowie – róbmy zupy na wywarach mięsnych, warzywnych bądź mięsno - warzywnych. Zamiast przyprawy w proszku możemy również użyć lubczyku – ziele to pozwala nam na uzyskanie podobnego smaku jak po użyciu wegety. Można hodować go w ogródku bądź doniczce, albo kupować już gotowe, ususzone. Ja podam Wam przepis jak szybko i łatwo można zrobić sobie „zdrową” wegetę bez użycia żadnych środków chemicznych.

Następną półką na , którą zaglądnęłam była ta z kolorowymi sokami i napojami, często gazowanymi. I o mały włos nie dostałam zawału gdy zaglądnęłam na etykietę mojego ulubionego napoju z dzieciństwa – pomarańczowej oranżady, która świetnie „bąbelkowała” w ustach ;) Jako dziecko cieszyłam się z tego uczucia, ale teraz gdy już wiem co się w niej znajduje stanowczo odradzam jakiekolwiek napoje tego typu. Pomiędzy szeregiem słodzików, konserwantów oraz barwników znalazły się również te, które są szkodliwe dla naszego organizmu :

1. E 951 (aspartam) – substancja słodząca, może powodować alergie skórne, podrażnienie układu oddechowego.
2. E 954 (sacharyna) – sacharyna jest o ok. 500 razy słodsza od sacharozy, może mieć działanie rakotwórcze.
3. E 211 (benzoesan sodu) – jest środkiem konserwującym żywność, używany jest przy produkcji soków, dżemów, majonezów, marynat. Może powodować alergie skórne, pokrzywkę oraz astmę.
4. E 202 (sorbinian potasu) – również wykorzystywany do konserwowania żywności, używany przy produkcji pieczywa, wina, napojów gazowanych oraz czekolady. Powoduje podrażnienie skóry oraz dróg oddechowych.
5. E 122 (azorubina) – czerwony barwnik używany do produkcji żywności głównie galaretek, kisieli, dżemów, marmolad, wina oraz różnego rodzaju napoi. Niekorzystnie wpływa na nasz organizm powodując nadpobudliwość u dzieci bądź nasilić objawy astmy.

Przechodząc pomiędzy półkami natknęłam się na dział z „szybką żywnością” czyli żywnością, która gotowa jest w 5 min. Znajdowały się tam przeróżnego rodzaju zupki chińskie, gorące kubki i puree ziemniaczane o różnych smakach i różnych cenach. Tutaj chciałabym jednak skupić się na zupkach błyskawicznych czyli tzw. „chińskich zupkach”.  W epoce gdzie wszyscy robią wszystko w pośpiechu zupki te stały się bardzo popularne ze względu na swój krótki czas przygotowania, jak i również niskie koszty. Jednak coś kosztem czegoś – jak to mówi Polskie powiedzenie. Może i są szybkie i tanie, ale czy takie zdrowe? Przekonajmy się.

W skład każdej zupki chińskiej wchodzi : makaron oraz dodatki smakowe zapakowane w osobne opakowanie. Makaron produkowany jest głównie z mąki pszennej, cukrów oraz tłuszczy roślinnych. Znajdują się tam również różnego rodzaju „ulepszacze”, które mają sprawić, że makaron tak szybko będzie
gotowy do spożycia. Są to m.in. :
1. Tri fosforan pentasodowy – wiążąc się z wapnem może doprowadzić do zmniejszenia gęstości kości, a co za tym idzie do osteoporozy.
2. Guma Guar – może powodować skurcze żołądka oraz biegunki i wzdęcia

W paczuszce z dodatkami smakowymi możemy znaleźć składniki, które są bardzo szkodliwe dla naszego organizmu. Znajdują się tam m.in. :

1. Rafinowany olej palmowy – zawiera ok. 45% nasyconych kwasów tłuszczowych, które spożywane w większych ilościach prowadzą do cukrzycy, otyłości, powoduje wzrost cholesterolu we krwi.
2. Guanylan disodowy — zmienia się w kwas moczowy, który co prawda nie jest toksyczny, ale jego wysoki poziom powoduje tworzenie się wokół stawów małych kuleczek, które powodują bolesność i częściowe unieruchomienie tych miejsc
3. E 551 (dwutlenek krzemu) – jest to substancja przeciwzbrylająca. Stosowany w produkcji.. SZKŁA i MATERIAŁÓW BUDOWLANYCH!!!
4. E 306 (mieszanina tokoferoli) – skutki przedawkowania to po prostu zmęczenie, bóle głowy, zaburzenia widzenia oraz ogólne osłabienie

Ostatnim produktem, który wzięłam pod lupę był pasztet. Na półce znajdowały się przeróżne rodzaje pasztetów – od drobiowych,  wieprzowe po smakowe i z różnymi dodatkami.  Od zawsze zastanawiało mnie jedno – czy pasztet drobiowy faktycznie składa się tylko z mięsa drobiowego? W 2 klasie technikum, MOM (mięso oddzielane mechanicznie), dużą ilość wody oraz gamę wzmacniaczy – m.in. : E 621 (glutaminian sodu) oraz E 635 (rybonukleotydy disodowe). Ponadto popularne i tanie pasztety przygotowywane są z tzw. HOMOGENATÓW, w których skład wchodzi mieszanina tkanek zwierzęcych: mięśniowej, łącznej, kostnej i chrząstek. Tkanki homogenizuje się w odpowiednich płynach, np. fizjologicznym. Do masowo produkowanego pasztetu dodaje się również barwniki i dużą ilość tłuszczu.
podczas Technologii Gastronomicznej dostałam odpowiedź na to pytanie. Otóż pasztet, kupiony przez nas w sklepie, składem przypomina parówkę. Znajdziemy tam wspomniane wcześniej

Jak więc widać coraz częściej producenci oferują nam produkty nafaszerowane chemią. Najważniejsze jest, aby być świadomym oznaczeń na produkcie i rozsądnie wybierać kupowane przez nas produkty. Dobrym nawykiem jest sprawdzanie etykiety produktu zanim coś kupimy – sama stosuję więc wiem jak to potrafi czasami ułatwić życie człowiekowi ;)

A teraz obiecany przepis na domową przyprawę w proszku, czyli popularną "wegetę"

Składniki:
200g suszonej włoszczyzny
4 płaskie łyżki soli
2 płaskie łyżki słodkiej papryki
1 łyżka suszonego lubczyku (zamiast lubczyku można dać majeranek bądź rozmaryn) 
1 łyżka suszonej zielonej pietruszki 
2 łyżki czosnku suszonego
20g kurkumy


Wszystkie składniki miksujemy na dowolną grubość - w zależności jak to lubi :) Najlepiej zrobić to w blenderze bądź w młynku. Gotową przyprawę możemy wykorzystać do zup, sosów bądź mięsa.

5 marca 2014

Kurczak z ryżem curry polany sosem z brokułów

Znowu nie macie pomysłu na obiad? Zastanawiacie się jak urozmaicić "tradycyjnego" kotleta? Trochę inwencji twórczej i podobnie jak ja wymyślicie coś nowego ;) A tymczasem polecam wymyślony niedawno przeze mnie przepis na kurczaka z ryżem curry polanego sosem z brokułów!

Składniki :

50 g białego ryżu
120 g kurczaka
100 g pieczarek
1 łyżka oleju rzepakowego
2 cebule
1 duża marchew
1 duża pietruszka
Pół selera
Pół brokuły
3 małe łyżeczki jogurtu naturalnego 0%
Przyprawy ( pieprz, sół, curry, przyprawa do kurczaka, zioła)

Wykonanie:

Ryż gotujemy w wodzie z dodatkiem przyprawy curry. Gdy będzie już miękki, odcedzamy, pozostawiamy do ostygnięcia. W oddzielnym garnku przygotowujemy wodę na bulion. Obrane i pokrojone warzywa (oprócz 1 cebuli i brokułów) wrzucamy do garnka i gotujemy pod przykryciem przez 45 minut. Podczas gotowania warzyw na bulion ważne jest, aby powstałe w trakcie procesu szumowiny zbierać z powierzchni wody łyżką cedzakową. Pozwoli nam to na dokładne oczyszczenie powstałego bulionu. Gdy bulion jest już gotowy warzywa przekładamy do osobnego naczynia, a do gotowego bulionu wsadzamy brokuły i gotujemy je aż do uzyskania miękkości. Odcedzamy, pozostawiamy do wystygnięcia. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oleju rzepakowego, a następnie dajemy wcześniej pokrojoną cebulkę i pieczarki. Z kurczaka usuwamy wszelkie powięzi, błony oraz resztki tłuszczu, kroimy go w grubą kostkę. Przyprawiamy przyprawą do kurczaka oraz ziołami według uznania. Gdy pieczarki będą już miękkie na patelnię przekładamy kurczaka – smażymy do momentu, aż w środku będzie gotowy. Do blendera przekładamy ugotowane w bulionie warzywa : brokuły, marchew, pietruszkę, seler oraz cebulę polewając je 3 małymi łyżeczkami jogurtu naturalnego. Doprawiamy do smaku i mielimy.

Danie można podawać tak jak na załączonym zdjęciu wraz z buraczkami bądź z inną sałatką według uznania.



27 lutego 2014

Coś nietypowego w typowy tłusty czwartek ;)

Tym razem coś innego ;) Otóż umieszczam na blogu pewną bardzo charyzmatyczną wiadomość, którą otrzymałam dzisiaj wieczorem i według mnie jest na prawdę warta uwagi! Zwłaszcza apropos dzisiejszego "tłustego" dnia! No więc miłej lektury ;-)
Zwracam się teraz do autorki teksu – Mikka pozwolę sobie Twój tekst urozmaicić kilkoma zdjęciami :)

"Jaki mamy dzisiaj dzień?? Hurem dzieci! TŁUSTY CZWARTEK! :p Dzień obżarstwa czymś co stworzone jest głównie z jajek, tłuszczów, cukrów i mąki! Idąc dzisiaj przez Bochnie spotkałam kilku znajomych,
którzy zadali mi pytanie tradycyjne... Ile pączków dzisiaj zjadłam?! No i zdziwienie, bo odpowiedź to zero! Nie wcinam pączków od kilku lat, od kiedy jestem świadomą osobą w aspekcie żywienia! Pączki wyrabiane u babci to jeszcze pół biedy, ale te w standardowych dyskontach mają w sobie zapewne cały alfabet dziwnych substancji :P

Dzisiejszego dnia od rana w mojej głowie kreowała się jedna jedyna myśl - mianowicie dla mnie ten czwartek też był "T" czwartkiem. Z taką różnicą, że był to "TRENINGOWY" czwartek a nie "TŁUSTY"! I
jakże byłam dzisiaj szczęśliwa kiedy uświadomiłam sobie, że różnica między mną a moimi koleżankami, jest taka... że nie dam sobą kierować poprzez coś, co zwane jest jakąś dziwną tradycją i to właśnie nakazuje nam obeżreć się pączkami w ten właśnie dzień! Ciekawe gdzie w kalendarzu jest np. jakaś "Chuda" albo "zdrowa" środa, czy tam poniedziałek? ... Środa to chyba jedynie popielcowa. (Hmmm, aż poszperam, warto sprawdzić ;-) )

Do czego teraz zmierzam? A do tego, że ogólnie się wykrzykuje i pokazuje okropne liczby w procentach, które mają nam uświadomić, że społeczeństwo zaczyna cierpieć na otyłość, nadwagę i że w ogóle badania są zatrważające. A może by tak po prostu z tym powalczyć ?? A no nie, bo lepiej wciskać kit, że magiczna tabletka zbije nam z dupska kilogramy bez wychodzenia z domu!

Wychodząc na miasto wieczorem można zauważyć mnóstwo ludzi biegających, spacerujących, uprawiających jakąkolwiek aktywność! Baaa! Nie tylko w miastach! Aż cieszy oko, że ludzie również na wsiach wieczorkami, zakładają odblaski i uprawiają albo joggin albo starsze osoby, zauważyłam, upodobały
sobie nordic waliking! i To jest piękne i świetne!! Zastanawia mnie czemu TEGO się właśnie nie reklamuje i nie pokazuje. A no bo ktoś musi odcinać kupony! Dzisiaj swój dzień miały cukiernie!! A później firmy farmakologiczne oferujące genialne tabletki spalające tłuszcz opracowane przez niesamowitych naukowców w USA :P Coś cienko im to idzie, bo w kraju burgera problem jest bodaj największy.

A co u nas?? W szkołach uświadamianie dzieciaków, że aktywność w postaci spaceru czy biegania np w lesie, nie jest wstydem, idzie miernie... Ale też wychowanie daje w łeb. Sytuacja z doświadczenia -
Ubieramy z koleżanką sportowe ciuchy i zbieramy się coś poruszać... a tu nagle mama znajomej wypala tekstem... "I co, będziecie biegać po wsi wieczorem? Ludzie se pomyślą, że jakieś wariatki (...)" Nic tylko parsknąć śmiechem.. Ale z drugiej strony to jest właśnie tragiczne i wołające o pomste do nieba, że dla wielu osób aktywność to coś "dziwnego". No ale siedzenie i obżeranie się pączkami jest ok bo babcia się cieszy, że jej ukochany wnuczek/wnuczka wreszcie wcina dużo jedzenia.

U mnie teraz wiele się zmieniło, ale nie zawsze byłam szczupła i zapewne dalej wymarzonej sylwetki nie mam! Ale cieszy mnie to co mam, czyli ŚWIADOMOŚĆ!! Wiele z nas kobitki boi się jak ognia słowa "tłuszcz"! Niektórzy panowie zapewne również :-) A więc zacznijcie omijać "tłusty" czwartek szerokim
łukiem! W zamian marsz na spacer np z psem, pobiegać, pomachać kijkami czy tam na najbliższą siłownie!

Jeżeli administracja Keepwell zgodzi się na publikację moich dzisiejszych przemyśleń to super, a jak nie to przynajmniej się "wypisałam" komuś z tego co mnie trapi :P W każdym razie, w ramach NIEsolidarności z tradycją i z tradycjonalistami "pączkowego szaleństwa" zmykam pobiegać do lasu, po pogoda aż się o to prosi!! ;-) Pozdrawiam!
Ps. Oczywiście mój "manifest" nie jest przeciwko jedzeniu pączków :P A czemu by nie pozwolić sobie raz na czas na jednego! W ramach chociażby nagrody! Moje przemyślenia tyczą się raczej dziwnej mentalności i braku świadomości! Co często prowadzi do porażek w drodze do celu.
Mikka

A co Wy na to?? Kto uległ dzisiejszym pokusom?? Oczywiście to pytanie musicie zadać sobie sami, i również sami udzielić na nie odpowiedzi! Mi nie pozostaje nic innego jak podpisać się pod tym co napisała "Mikka" :-) Życzę Wam wszystkim aktywnego wieczoru! ;-)  


24 lutego 2014

Medaliony z łososia z szpinakiem i warzywami

Za oknem piękna, iście wiosenna pogoda, a wy szukacie inspiracji do wiosennego obiadu? Polecam ryż curry z pieczonym medalionem z łososia z jajkiem i warzywami. Przepis znajdziecie poniżej.

Składniki : 
50 g białego ryżu
100 g medalionów z łososia
1 łyżka oliwy z oliwek
50 g papryki czerwonej
100 g pieczarek
70 g mrożonego szpinaku
1 Jajko

Sposób wykonania :
Ryż gotujemy w wodzie z dodatkiem przyprawy curry. Gdy będzie już miękki, odcedzamy, pozostawiamy do ostygnięcia. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy z oliwek oraz pokrojoną w kostkę paprykę. Gdy warzywo będzie już miękkie, dodajemy pieczarki oraz mrożony szpinak. Razem wszystko podsmażamy do uzyskania miękkości . Do rozgrzanego piekarnika wkładamy przyprawiony wcześniej medalion z łososia. Pieczemy go w temp. 180 stopni około 20 minut. W końcowej fazie duszenia warzyw rozbijamy jajko nie mieszając go z warzywami. Całość pozostawiamy aż jajko będzie w całości ścięte.
Na talerz wykładamy ryż, upieczony medalion z łososia oraz przyrządzone na patelni warzywa wraz z jajkiem.  Jajko oraz ryż możemy posypać koperkiem bądź szczypiorkiem. Do dania pasuje doskonale również sałatka szwedzka, buraczki bądź zwykłe ogórki kiszone.
Smacznego!


23 lutego 2014

Mało snu – więcej apetytu?

Powszechnie wiadomo, że aby organizm funkcjonował prawidłowo potrzebuje on około 8 godzin snu dziennie. Jednak niewiele osób wie, że sen to bardzo istotny czynnik wpływający… Uwaga.. na naszą wagę. Coś dla nocnych marków –  mam nadzieję, że przekonacie się do snu ;)

Zacznijmy od tego co to jest głód? GŁÓD jest zjawiskiem występującym po niedostarczeniu organizmowi
wystarczającej ilości pokarmu. Dochodzi wówczas do silnych skurczów żołądka podrażniających receptory umieszczony w błonie śluzowej żołądka. Uczucie głodu może być również wywoływane obniżeniem stężenia glukozy we krwi.

Badania wykazały, że człowiek potrzebuje przynajmniej 8 godzin snu, żeby zregenerować się po męczącym dniu, odbudować uszkodzone w ciągu dnia komórki oraz co dla niektórych będzie przydatne – utrwalić naszą pamięć
;)

Jednak co wtedy, gdy nie dostarczymy naszemu organizmowi potrzebnej ilości snu? Oprócz bladej cery, niewyspania oraz potocznych „worów pod oczami” może wystąpić również uczucie zimna i ssania w żołądku. Żeby załagodzić objawy nie przespanej nocy – jemy i to w większych ilościach niż zjedlibyśmy po przespaniu 8 godzin. Ponadto, chcąc wynagrodzić sobie złe samopoczucie „nagradzamy” siebie przekąskami, które co prawda poprawiają nam humor, ale i również zwiększają obwód naszego pasa.. Nie zależnie czy jest to słodki pączek popijany kawą, fast food zjedzony na szybko czy batoniki i inne ciastka. Skutek jest ciągle ten sam – tyjemy.

Za regulowanie apetytu w organizmie odpowiedzialne są trzy hormony leptyna, grelina i obestatyn. Leptyna to białko, które wydzielane jest przez komórki tłuszczowe. W organizmie biorą udział w regulowaniu pobierania pokarmu. Leptyna działa poprzez receptory znajdujące się w podwzgórzu. Odpowiada za
zmniejszenie apetytu, a zaburzenia jej wytwarzania prowadzą do nadwagi i otyłości. Grelina odpowiada natomiast za zwiększenie uczucia głodu. Obestatyna jest białkiem o budowie podobnej do greliny, niemniej ma właściwości charakterystyczne dla leptyny.

Dlaczego tak ważne są te trzy „apetyczne hormony” ? Ponieważ zaburzenia ich produkcji prowadzą do wzrostu masy ciała, oczywiście jeżeli ich źródłem jest niedobór snu.
Ważnym uzupełnieniem diety odchudzającej – podobnie jak aktywność fizyczna – jest sen. Poza tym, jego brak niekorzystnie wpływa na ogólny stan zdrowia, zaburzając pracę układu krążenia i serca oraz zwiększając ryzyko zawału.

Dwa hormony decydujące o odczuwaniu przez nas głodu: grelina oraz leptyna są zależne od ilości snu. Pierwszy z nich stanowi o naszym apetycie, zwiększając jego odczuwanie. Jej poziom wzrasta w momencie, gdy nie zapewnimy sobie właściwej ilości snu. Konsekwencją niedoboru snu i wzrostu hormonu jest oczywiście ogrom zjedzonego przez nas jedzenia i to nie koniecznie tego zdrowego. Drugi z hormonów - leptyna działa odwrotnie. Mówi mózgowi o tym, że organizm jest syty zmniejszając apetyt. Kiedy śpimy, jej wydzielanie się zwiększa, więc nie budzimy się głodni, a w ciągu dnia wystarczają nam posiłki wielkości nie zagrażającej naszej sylwetce ;)

Jaki jest więc najlepszy i najbardziej wartościowy sen? Właściwy sen to taki, który nie tylko trwa 8 godzin, ale również kładziemy się o odpowiedniej porze. Każdy z nas ma swój zegar biologiczny, zgodnie z nim odczuwamy zmęczenie. Bardzo niezdrowe jest późne chodzenie spać i późne wstawanie, ponieważ nasz sen
jest gorszej jakości. Najlepiej jest spać w przewietrzonym pomieszczeniu .Ostatnią bardzo istotną sprawą jest pamiętanie o tym, żeby nasz ostatni posiłek był spożyty nie później niż 2-3 godziny przed snem. W innym przypadku nasz organizm będzie całą noc trawił zjedzony posiłek co może doprowadzić do niewyspania.

A więc, gdy ktoś będzie Wam mówił, że dłuższy sen jest nie zdrowy zawsze możecie odesłać go do powyższego artykułu.

20 lutego 2014

Omlet z ziemniakami i szpinakiem

I jak przekonani do oleju rzepakowego? Mam nadzieję, że nie skreślacie go już na rzecz oliwy z oliwek.
Poniżej podaje przepis z wykorzystaniem właśnie oleju rzepakowego. Sprawdziłam, wyszło znakomicie!

Składniki: 
4 średnie młode ziemniaki, ugotowane,
6 jajek,
4 łyżki śmietanki kremówki 30%,
100 g sera feta,
2 łyżki posiekanego szczypiorku,
garść szpinaku sałatkowego,
1 łyżka masła,
olej rzepakowy.
Przygotowanie:
Ugotowane ziemniaki pokroić na kawałki  i podsmażyć na tłuszczu. Następnie włożyć je do wysmarowanego masłem naczynia żaroodpornego (rozgrzać piekarnik do 170 stopni). W misce mieszamy roztrzepane jajka, śmietankę, pokrojony ser, szczypiorek, sól, pieprz. Dodać szpinak i całość wymieszać. Uzyskaną masę wlać na ziemniaki. Piec przez około 20 minut.

Źródło przepisu : www.pokochajolejrzepakowy.pl

18 lutego 2014

Oliwa zawsze sprawiedliwa. Ale czy najzdrowsza?

W jednym z moich postów wspomniałam o tym, że oliwa z oliwek jest mniej zdrowa niż bardziej popularny olej rzepakowy. Nie myślałam, że rozpęta to taką dyskusję wśród mojej rodziny jak i znajomych :) Dlatego postanowiłam napisać tego posta, żeby całkiem rozwiać wszelkie wątpliwości :)

Jedną z ról tłuszczy jakich dostarczamy do organizmu jest branie udziału w tworzeniu tłuszczu organicznego, który za zadanie ma ochraniać nasze narządy wewnętrzne i utrzymać je na właściwym miejscu. Tak więc mimo ogólnej niechęci do naszego „tłuszczyku” musimy się z nim pogodzić i pozwolić mu na „zaatakowanie” naszego ciała ;)

Powszechnie wiadomo, że oliwa z oliwek jest zdrowsza od zwykłego oleju i bardziej polecana jest dla ludzi, którzy chcą stracić trochę ciałka ;) – a wszystko dlatego, że posiada mniejszą kaloryczność i wiele składników mineralnych.
Tutaj pewnie zaskoczę wielu z Was, ale popularna oliwa z oliwek wcale nie jest lepsza od zwykłego oleju rzepakowego. Obydwa oleje roślinne zawierają podobną wartość odżywczą. Podstawowe cechy przedstawione zostało w tabelce poniżej. ( żródło : www.tabele-kalorii.pl )




W podstawowych związkach zawartych w obydwóch olejach różnica jest minimalna. Dostrzec ją można przy zawartości kwasów tłuszczowych. Jakie znaczenie mają one dla organizmu człowieka? Kwasy tłuszczowe wielonienasycone to kwasy omega-6 i omega-3. Występują one w olejach roślinnych i rybach morskich. 

W żywieniu określane są jako NNKT (niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe). Dlaczego niezbędne?
Ponieważ organizm sam nie potrafi ich sobie wyprodukować, a są konieczne do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu.  Średnie zapotrzebowanie na NNKT dla dorosłego człowieka wynosi 8-10g. Taką ilość kwasów tłuszczowych zapewni spożywanie codziennie 3 łyżek oleju rzepakowego. Olej to również doskonałe źródło witaminy E, które chroni przed procesem starzenia się. Olej rzepakowy ma jej najwięcej ze wszystkich olejów roślinnych!
Źródła NNKT :
a) Omega-6 : oliwa z oliwek, olej słonecznikowy, kukurydziany, sojowy, sezamowy
b) Omega-3 : olej rzepakowy, lniany, z pestek dyni, z orzechów włoskich
c) Inne źródła omega-3 i omega-6 : ryby, orzechy, migdały, nasiona (słonecznika, dyni, sezamu), kiełki pszenicy, tłuste ryby (makrela, łosoś, tuńczyk), tran 

Kwasy omega-6 obniżają poziom cholesterolu LDL – nazywany potocznie „złym” cholesterolem ponieważ
jego nadwyżka odkłada się w ściankach tętnic, tworząc miażdżycę i powodując choroby serca. Kwasy omega-3 obniżają ciśnienie krwi i mają działanie przeciwzapalne. Ponadto wpływają na odpowiednią pracę mózgu i układu nerwowego jak również na rozwój siatkówki w oku.
Warto zauważyć, że tak wychwalana oliwa z oliwek zawiera ponad 2 razy więcej nasyconych kwasów
tłuszczowych niż olej rzepakowy przez co jest mniej zdrowsza. Dlaczego? Ponieważ duża ilość nasyconych kwasów tłuszczowych działa niekorzystnie na układ krążenia.
Olej rzepakowy ma duże zastosowanie w kuchni, nadaje się do spożywania na zimno (jako dodatek do sałatek), do gotowania, smażenia i pieczenia. Podczas smażenia szybko zaczyna dymić w wyższej temperaturze i łatwo ocieka dzięki czemu smażone na nim potrawy są mniej tłuste. Ponadto olej rzepakowy nie wydziela toksyn podczas smażenia.

Oliwa z oliwek jest oliwą z pierwszego tłoczenia o najwyżej jakości, tłoczoną w temperaturze nie przekraczającej 40 stopni Celsjusza . Oliwa z oliwek extra virgin NIE NADAJE SIĘ DO SMAŻENIA!!
Dlaczego? Ze względu na dużą zawartość w niej przeciwutleniaczy i niski punkt dymienia (jest to temperatura przy której powstają niebezpieczne związki ) – w oliwie extra virgin wynosi ona 160 stopni Celsjusza.

Najlepsza temperatura w której powinniśmy smażyć potrawy to 180 stopni Celsjusza, podczas gdy punkt dymienia oliwy extra virgin to 166 stopni. W związku z tym stosujmy oliwe extra virgin do sałatek, dressingów, makaronów, do pieczywa i wszelkich innych zastosowań, które nie będą potrzebowały przyrządzenia w wysokiej temperaturze, ale za to będziecie wymagać od potrawy wyrazistego smaku :). Oliwa z drugiego tłoczenia (czyli ta mniej popularna) bardziej nadaje się do smażenia ze względu na swój skład chemiczny. 

A więc podsumowując : co jest lepsze? Oliwa z oliwek czy olej rzepakowy? Decyzję pozostawiam Wam i zapraszam do dyskusji ;) Chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat.